Narodowy cyrk „antysystemowców”

4

Cyrk polskich nacjonalistów już nieraz wzbudzał w nas szczery śmiech. Patrioci w koszulkach AK z tatuażami SS, śmiertelni wrogowie „komuny” 26 lat po jej upadku, antyarabscy wojownicy zajadający się kebabami, nacjonalistyczni emigranci w Londynie, walczący z imigracją, rozczulający dobroczyńcy domów dziecka w Białymstoku, trudniący się handlem ludźmi. Wymieniać można by długo. Od jakiegoś czasu, Ruch Narodowy, a wraz z nim cała skrajna prawica, od Kukiza po Korwina, poprawia nam humory mieniąc się „antysystemową”. Przyjrzyjmy się więc, w jaki sposób nasi milusińscy dzielnie walczą z szeroko pojętym systemem.

Kto jest największym wrogiem „antysystemowców”? Jeśli w ostatnich latach choć trochę obserwowaliście narodowy cyrk, odpowiedź już znacie – rzecz jasna ci, którzy podlegają największemu wykluczeniu ze strony systemu i stawiają mu rzeczywisty opór. Ofiarami ataków nacjonalistów padają wszyscy, którzy w jakiś sposób podważają systemowy status quo. Anarchistyczni działacze lokatorscy, nielegalni imigranci, osoby nieheteronormatywne, badacze odkłamujący państwową politykę historyczną. I wtedy przestaje być śmiesznie, a robi się groźne. Tak było 3 lata temu, gdy działacze ONRu i Autonomicznych Nacjonalistów obrzucili kamieniami festiwal dla dzieci w Poznaniu na skłocie Rozbrat. Kilka miesięcy później, ich koledzy we Wrocławiu po swoim brunatnym przemarszu, w liczbie ok. 100 osób udali się na Wagenburg, który doszczętnie zniszczyli, bijąc osoby tam znajdujące. Jedna z nich w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Równo rok później, kilkuset członków Marszu Niepodległości przeprowadziło dobrze zaplanowany atak na skłoty Przychodnia i Syrena w Warszawie, próbując podpalić jeden z nich, gdy w środku przebywało sporo ludzi. W ostatnich dniach, po kilku latach porażek wizerunkowych, ponownie uaktywnił się poznański ONR, namawiając hordę pseudokibiców do ataku na „lewackie cele”. Próbowano podpalić skłot Odzysk z ludźmi w środku, a następnie wybito okna w klubokawiarni Zemsta. Na szczęście tym razem nikomu nic się nie stało – a warto pamiętać, że polska skrajna prawica od ’89 roku zamordowała już ok. 50 osób. Ciężkich pobić i dewastacji nikt już nie liczy.

Nie należy mieć wątpliwości, że ONR, Młodzież Wszechpolska i pokrewne im ugrupowania, są dziś idealnym narzędziem w rękach elit. Podczas gdy neoliberalne reformy sprowadziły skrajne ubóstwo na 3 miliony mieszkańców tego kraju, narodowcy walczą z rozbuchanym socjalem! Gdy partia rządząca odmawia jakichkolwiek formalnych praw dla związków homoseksualnych, nacjonaliści przychodzą jej z pomocą, wydając wojnę „pedałom” i „ideologii gender”. Gdy władza testuje wytrzymałość społeczeństwa inwestując dziesiątki miliardów na zbrojenia (przy braku szkół, szpitali oraz skandalicznie niskich nakładach na naukę), wódz Winnicki żąda totalnej militaryzacji całego społeczeństwa. Gdy kolejne rządy lewicy i prawicy drżą przed biskupami, a państwo w praktyce finansuje kościół, Ruch Narodowy ubolewa nad prześladowaniami katolików. Gdy Ewa Kopacz dokonuje rasistowskiego podziału na na chrześcijańskich i muzułmańskich uchodźców i walczy na łonie UE, by Polska mogła przyjąć ich jak najmniej jak się da, rasiści uliczni organizują wspaniały prezent dla pani premier: antyimigrancką kampanię. Czy można wyobrazić sobie przykłady większej hipokryzji? No cóż, podobny poziom trzyma nasza elita polityczna, która, jak pokazują ostatnie przecieki, jest już tylko zlepkiem karierowiczów i lobbystów wielkiego biznesu.

Władza może jednak spać spokojnie i nie obawiać się kolejnych skandali. W końcu jedyne postulaty „antysystemowców” to niższe podatki dla ich własnych szefów, więcej biało-czerwonych flag i więcej pieniędzy na wojnę. Gdy neoliberałowie z Platformy Obywatelskiej ignorowali podstawowe potrzeby społeczne, robiąc kolejne prezenty dla najbogatszych, narodowcy idealnie spełnili się w funkcji pożytecznych idiotów i rozładowali gniew społeczny przez coroczne, zbiorowe demolowanie centrum miasta. Gdy coraz więcej ludzi wyrzucano z mieszkań, Ruch Narodowy zajął się walką z Tęczą. Gdy mieszkańcy skłotów postanowili przeciwstawić się tej sytuacji i zapewnili pomoc prawną i mieszkaniową dla ubogich, nacjonaliści przeszli do atakowania skłotów.

1

W Polsce „antysystemowcami” zwą się ci, którzy dążą do radykalnego zaostrzenia wszystkich dyskursów obecnego systemu i są nachalnie wręcz promowani przez media głównego nurtu. Zapamiętajmy dobrze, że to Bronisław Komorowski oddał hołd historycznemu wodzowi nacjonalistów, radykalnemu antysemicie, Romanowi Dmowskiemu. Pamiętajmy, że nikt inny jak posłowie Platformy Obywatelskiej przegłosowali państwowy kult powojennego podziemia. Pamiętajmy, że nacjonalistyczna propaganda jest współfinansowana przez duży biznes (marki odzieżowe, „patriotyczne” browary) oraz instytucje państwowe (środki na festiwale historyczne, koncerty, konferencje).

Dzisiejsza władza nie istniałaby bez skrajnej prawicy, podobnie jak skrajna prawica nie istniałaby bez władzy. Dzięki wzajemnemu wsparciu, obie strony mogą czuć się bezkarnie. Ostatnio udowodniła to seria skandalicznych wyroków sądowych, które uniewinniały narodowców od zarzutów, za jakie normalny obywatel spotkałby się w wysoką grzywną lub więzieniem w zawieszeniu. Punktem kulminacyjnym było całkowite zwolnienie z odpowiedzialności Witolda Tumanowicza, organizatora Marszu Niepodległości. Jak zdążyliśmy wspomnieć, 11 listopada 2013 roku narodowa bojówka przeprowadziła zmasowany atak na skłot Przychodnia. Nikt nie zwrócił uwagi na obecność Tumanowicza pod skłotem i brak jakiejkolwiek reakcji na wydarzenia, do momentu w którym policja nie zaczyna pacyfikować napastników.

Mainstreamowe media tradycyjnie zrobiły narodowcom prezent i mówiły tylko o „wybrykach chuliganów”, nie wspominając o tym, że ci „chuligani” należą do konkretnych narodowych organizacji, wyszli i ukryli się z powrotem w nacjonalistycznej demonstracji przy pełnej aprobacie nie tylko służby porządkowej Marszu, ale także jego organizatora, a ich „wybryki” to starannie zaplanowany atak na budynki mieszkalne, z użyciem profesjonalnych narzędzi. Oberwało się głównie policji, która przeczekała krytyczną fazę bitwy i wkroczyła po kilkudziesięciu minutach (choć komisariat znajduje się na sąsiedniej ulicy). W ramach poprawy wizerunku, policja umyła ręce i chciała zrzucić wszystko na Tumanowicza. Wydawało się, że sprawa jest przesądzona: doświadczeni eksperci w rolach oskarżycieli, dobry materiał dowodowy w postaci wiszącego w Internecie filmu, kilku zatrzymanych uczestników ataku. Efekt? Sąd pierwszej instancji skazał narodowca na symboliczne 5000 zł kary, sąd drugiej instancji oczyścił go z zarzutów. Sędzia, przy uzasadnieniu nie omieszkał wspomnieć, że „anarchiści atakowali policję”, przebijając tym samym propagandę nacjonalistów.

2

Czy ktoś ma wątpliwości na czyją korzyść rozgrywa system? Gdy trzy lata temu, po ataku na wrocławski Wagenburg, wódz NOPu Adam Gmurczyk publicznie pochwalił bandytów słowami „dziękuję im za to. Nie ustawajcie!”, odbiło się to w mediach szerokim echem. Dziś, wymiar sprawiedliwości zapewnia narodowym bojówkom bezkarność. Po obrzuceniu kamieniami i próbie podpalenia anarchistycznych lokali w Poznaniu, na największych nacjonalistycznych stronach pojawiła się oficjalne wyrazy uznania dla napastników. Można też było przeczytać tysiące komentarzy, podpisywanych z imienia i nazwiska, wyrażających nadzieję, że „następnym razem brudasów uda się wykurzyć”. Teraz wyobraźmy sobie analogiczną sytuację – grupy osób atakujących dowolny prawicowy lokal, i serdecznych gratulacji dla atakujących ze strony wszystkich środowisk lewicy. Prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia z natychmiastową reakcją organów ścigania i ogólnokrajowym festiwalem oburzenia. Przypomnijmy, że dla polskich dziennikarzy wystarczyła informacja, iż antyfaszyści prowadzą treningi sztuk walki, aby wywołać powszechną panikę. Tymczasem Ruch Narodowy zupełnie oficjalnie szkoli paramilitarną bojówkę Straż Marszu Niepodległości, otwarcie wzorującą się na greckiej partii neonazistowskiej Złoty Świt i w praktyce nikogo to nie interesuje.

Gdy w 2012 roku PiS poróżnił się z narodowcami, na partyjnych forach zaczęły krążyć plotki, jakoby Witold Tumanowicz był agentem zamontowanym w Ruchu Narodowym przez służby. Wtedy uznaliśmy to za kolejne rojenia pisowców, dziś już takiej pewności nie mamy. Teorie spiskowe są jednak ostatnią rzeczą, która nas interesuje. Doskonale wiemy, że narodowy aktyw nie musi przynależeć do żadnych służb, aby wszystko uchodziło mu płazem – po prostu pełni swoją służalczą funkcję wobec kapitalistyczno-konserwatywnego status quo. Dziś narodowcy dziwią się tylko, skąd takie słabe wyniki w sondażach. Przez dwa lata poparcie spadło im z 1,5 do 0,5 procenta. Ale czemu tu się dziwić? Odebrali swoją rolę i nie są więcej systemowi potrzebni w obecnej formie. Dziś zastępuje ich nowa jakość, Paweł Kukiz, który zamierza rozwiązać wszystkie problemy tego kraju zaostrzając politykę, która w pierwszej kolejności do tych problemów doprowadziła oraz wprowadzając system wyborczy, która na zawsze zabetonuje scenę polityczną. Lista powiązań polityczno-biznesowych nowego lidera „niepokornych”, nie pozostawia wątpliwości z kim mamy do czynienia.

Nieoficjalne informacje głoszą, że jesienią z list Kukiza będą startować też libertarianie i nacjonaliści. Sen o korycie wreszcie ma szansę się spełnić. A jeżeli komuś przyjdzie do głowy realizować postulaty takich „antysystemowców” – system wyzysku i represji umocni się bardziej niż kiedykolwiek. A wtedy zapłacimy za to wszyscy.

Antyfaszystowska Warszawa

3

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.